artyści | wydawnictwa | o sztuce książki | program edukacyjny | projekty
Beata Wehr


Urodzona w 1958 r. Studia: UW, Wydział Historii Sztuki; ASP w Warszawie, University of Arizona, Wydział Malarstwa. Dyplom: 1999 r. Zajmuje się malarstwem i książką artystyczną. Stypendium Alberta M.Haldemana (1998). Wiele wystaw indywidualnych i zbiorowych w Polsce i zagranicą. Prace w zbiorach Center for Creative Photography (Tuscon), University of Indiana (Bloomington).

Z Książka ta zawiera wizerunki i przedmioty zarówno z Polski, gdzie się urodziłam, jak i z Arizony, gdzie teraz mieszkam. Niezależnie od tego, gdzie akurat jestem, te dwa różne światy są częścią mojej osoby. Często przemieszczam się z jednego świata do drugiego; jeśli nie dzieje się to w rzeczywistości, to przynajmniej w mojej wyobraźni. Liść miłorzębu, który jest na okładce znalazłam w Parku Saskim w Warszawie, drzewo to pochodzi z Japonii, a nie z Polski. Liść wzięłam do Arizony, żeby zrobić książkę. A potem przywiozłam te książkę z powrotem do Polski. Nalepki i stemple poczty lotniczej, które znalazły się w książce również podróżują z jednego kontynentu na drugi. Są one dla mnie symbolem niewystarczających kontaktów i tęsknoty. Podróż Książka ta jest wielowarstwową podróżą w czasie i przestrzeni. Jej początkiem była fotografia personifikacji złości z kolumny romańskiego kościoła Norbertanek w Strzelnie, którą zrobiłam ponad 20 lat temu, jako studentka historii sztuki. Później, gdy uczyłam się grafiki na Uniwersytecie Rutgers w New Jersey, wiele tysięcy kilometrów od Polski, wykorzystałam ja do akwaforty, na której następnie odbiłam abstrakcyjną serigrafię. Ostatnio użyłam tej odbitki do zrobienia książki i dodałam pocięte risen, jak również elementy z życia na pustyni w Arizonie i z podróży do polski. Środkowe strony przedstawiają żeglowanie, które jest jednym z moich ulubionych zajęć, niestety tutaj niewykonalnym - jest to więc marzenie, a nie rzeczywista podróż. Oswajanie przedmiotów metalowych Od dawna fascynują mnie przedmioty metalowe. Nigdy nie umiałam zrobić niczego z metalu, więc te dziwne rzeczy, które bezustannie znajdowałam otoczone były niezrozumiałą tajemnicą. Nie wiedziałam, jak powstały i jak była ich historia. Pomyślałam więc, że przyszycie ich do czerwonej welwetowej wstążki razem z obiektami naturalnymi może je oswoić, podobnie jak moje ręce, które znajdują się w tle. Szukałam ich znaczenia, zupełnie innego niż to, które mają bardziej znajome rzeczy takie jak moje ciało, przyroda a nawet materiał i papier.
<< powrót